Wśród błota i drzew… czyli MXDG w Dąbrowie Górniczej

2016 11 08

To jeszcze nie koniec…. tak dałoby się spuentować zawody MXDG w Dąbrowie Górniczej, na jakich mogliśmy zobaczyć w zeszłym tygodniu zawodników SNS Racing (Nasza Szkoła).

I choć posezonowe zawody są kolejną odsłoną treningowych startów klubowiczów, to jazda po przysłowiową pietruszkę daje również wiele radości i emocji.
Nie uprzedzając jednak faktów… to właśnie w Dąbrowie po raz kolejny ekipa SNS mogła spotkać się, by w przyjacielskim gronie zakosztować sportowych emocji na niezwykle ciekawym torze.
Jego szczególne położenie pozwala organizatorom na dość śmiałe modyfikacje trasy.
Ziemny, piaskowo, kamienny tor zmienił się pod wpływem jesieni w błotnistą breję, a organizatorzy tak poprowadzili trasę, by stanowczo utrudnić zawodnikom zadanie.
Quadowcy tylko w połowie jechali po znanym sobie torze, za to druga połowa przebiegała w pobliskich lasach, gdzie czekało na nich wiele niespodzianek.
Wąskie ścieżki pomiędzy drzewami, najeżone korzeniami i gałęziami tylko czekały na każdy błąd raiderów i bardzo szybko eliminowały tych, którzy nieco zbyt bogato lubili operować gazem lub po prostu nie mieli szczęścia.

Z tymi warunkami mieli się zmierzyć klubowicze SNS Racing w składzie Rafał Rodak, Marcin Tasarz, oraz bracia Marek i Tomasz Zimnolowie.
Zadania nie mieli łatwego, gdyż tor w Dąbrowie jak zwykle przyciąga wielu znanych zawodników w szczególności wśród quadów napędzanych na jedną oś.

Na trasie jednak bardzo szybko okazało się, że to los będzie rozdawał karty, od samego początku zaczęły mnożyć się kapcie i wypadki, których bardzo ciężko było uniknąć.
Jako pierwszy czarną kartę dostał Rafał Rodak, zawodnik z Sosnowca przesadził na jednym z podjazdów.
Jego napędzany na 4 koła Canam przed podjazdem wyleciał z trasy a Rafał, ratując sytuację, starał się mocą swej maszyny przeskoczyć wyryp.
Niestety nie opanował sprzętu, stawiając swoją 350-kilogramową maszynę pionowo w górze i kończąc na ziemi.
Rozpędzona maszyna, koziołkując mało nie zeszrotowała naszego fotografa, który na szczęście był szybszy od rozpędzonego quada.
Rafał natomiast po zdrowym upadku pozbierał się i uszkodzoną maszynę szybko ruszył dalej.
Niestety, gdy adrenalina minęła, okazało się, że noga Sosnowieckiego zawodnika ucierpiała przy upadku, a i maszyna z uszkodzonym układem kierowniczym oraz zawieszeniem nie nadaje się do dalszej jazdy.
Zawodnik skończył zawody w depo i jak się później okazało, ze zerwanymi więzadłami, będzie teraz wyczekiwał do następnego sezonu.

Kolejnym pechowcem, który już na pierwszym okrążenieniu pożegnał się z zawodami okazał się Marek Zimnol.
Rybnicki zawodnik po raz kolejny stał się ofiarą awarii swej Suzuki LTR, której zabrakło prądu.
Niestety na trasie nic nie dało się zrobić i sympatyczny zawodnik musiał wrócić na depo piechotą.

Pechowo swój start zaczął również Marcin Tasarz, już na zapoznaniu łapiąc kapcia i po dwóch okrążeniach zmieniając koło w depo.
Niestety na niewiele się to zdało, gdyż wkrótce po zmianie kolejny kapeć niweczy szansę na zwycięstwo.
Marcin to jednak twarda sztuka i do końca się nie poddawał, co przy problemach innych, dało świetne drugie miejsce w zawodach.
Częstochowski zawodnik dobry wynik okupił dwoma zniszczonymi kołami, jednak jak sam przyznaje, było warto, a za naszym pośrednictwem pragnie podziękować pomocnym kibicom, oraz Rafałowi Rodakowi za użyczenie koła.

Również z przygodami po trasie poruszał się Tomasz „Maszek” Zimnol który gorszy sezon chciał zakończyć w dobrym stylu.
Niestety problemy zaczęły się już na początku, gdy podczas startu Rybniczanin zerwał przez przypadek cały komplet zrywek z gogli, które powinny starczyć na całe zawody.
Następne okrążenia Maszek pokonywał już bez gogli i to niestety nie był jego największy problem, gdyż również w jego maszynie szybko pojawił się kapeć.
Gdy jednak Rafał Rodak oddał mu gogle Maszek szybko nabrał tempa i z okrążenia na okrążenie poprawiał swoją pozycję.
Szybka jazda i pryzwoite tempo dały dobry wynik, czyli 5 miejsce w bardzo dobrze obsadzonej stawce i jak się potem okazało, był to pozytywny akcent na koniec sezonu i nie tylko.
Koniec oznaczał też zawieszenie startów na sezon 2017r, więc ze smutkiem pragniemy ogłosić, że w przyszłym sezonie nie zobaczymy popularnego Maszka w pełnym cyklu Enduro.

Za naszym pośrednictwem Tomasz Zimnol pragnie podziękować w szczególności rodzicom, bratu oraz wszystkim wspierającym go przez te 3 lata przyjaciołom, między innymi firmie EMCAR i naszej skromnej redakcji.
Szczególne podziękowania Maszek przesyła też dla wiernego kibica, który nie opuszczał żadnego startu Rybniczanina, czyli Hannah Montana (wtajemniczeni wiedzą, o kogo chodzi).

Tomasz zapowiada, jednak że nie opuszcza swego klubu i by wspierać zawodników, nie wyklucza okazjonalnych startów na zawodach w przyszłym roku.

My już nie możemy się doczekać, a dziś zapraszamy na kilka zdjęć z zawodów w Dąbrowie Górniczej.
Foto: Roland Hanke