WRC 80 Rajd Polski… Veni Vidi Vici

2024 07 07

Stało się!

Na naszej Polskiej ziemi, po długich siedmiu latach zagościła najwyższa liga światowych rajdów. Już od zeszłego roku większość kibiców zacierała ręce, rezerwowała noclegi i sprawdzała informacje o tym co będzie się działo w Mikołajkach a trzeba przyznać, że działo się dużo. Mieli bowiem naprzeciwko siebie stanąć najlepsi zawodnicy zarówno w klasie WRC jak i WRC 2 a wszystko to na położonych na Warmii i Mazurach odcinkach specjalnych. Nie ma się co dziwić, że tak wspaniałe sportowe wydarzenie, przyciągnęło liczne rzesze fanów z Polski Czech Estonii Łotwy i wielu innych krajów.

Nie brakowało również ciekawostek, pierwszą z nich Było pojawienie się w trzeciej pumie WRC Martina Sesksa. Łotewski zawodnik po swoich dobrych wynikach, dostał do dyspozycji fabryczne auto, jednak w specyfikacji nieco innej niż pozostałe. Auto nie było bowiem hybrydą, waga i napęd się zgadzały, jednak auto nie miało dodatkowej mocy silnika elektrycznego.

Kolejną niespodzianką, były trasy przygotowane przez organizatora, prócz dobrze znanych z wcześniejszych rund ERC odcinków, powróciły próby pod Rosyjska granicą takie jak Gołdap, Stańczyki czy Czarne. Próby najbardziej oddalone od bazy, ale kto pamięta poprzednie edycje WRC, ten wie, że to kultowe już OSy.
Na rajdzie nie brakowało wielu atrakcji związanych z nim samym, ciekawych gości, symulatorów spotkań z zawodnikami i jedyne co mogło powstrzymać kibiców od skorzystania z nich to oni sami, gdyż tłum ludzi w okolicach mikołajek był naprawdę niesamowity.

Największą jednak niespodziankę sprawił kibicom Sebastian Ogier, gdy już kibice pakowali ostatnie rzeczy na wyjazd, gruchnęła wiadomość, że wielokrotny mistrz świata, miał wypadek przy zapoznaniu z trasą. Niestety kolejne wieści nie były pocieszające, media grzmiały, że jak Ogier tak, pozostali uczestnicy wypadku, zostali helikopterem odwiezieni do szpitala. Gdy już wszyscy godzili się z faktem braku jednego z faworytów rajdu i czekali na info o zdrowiu mistrza, zespół Toyoty ściągnął zastępstwo w postaci Kalle Rovanpery.

Tak na marginesie żyjemy w niesamowitych czasach, na długo przed oficjalną informacją o przyjeździe Kallego, nasi kibice odnaleźli prywatny odrzutowiec lecący z Finlandii do Olsztyna… i wszystkie fora zaczęły wrzeć od teorii czy zgłoszonego wcześniej Francuskiego zawodnika można zastąpić, skoro już jeden dzień zapoznania za zawodnikami i czy przepisy na to pozwalają. A tu proszę, FIA zezwoliło na start, Kalle dostał dodatkowy czas na zapoznanie i udało się stanąć na starcie w mikołajkach wszystkim Toyotom.
Rywalizację rozpoczynał OS na Arenie w Mikołajkach i jako pierwszy na liście zwycięzców zapisał się zawodnik, który Rajd Polski kojarzyć może z niezwykłym pechem, gdyż dwukrotnie jadąc po świetny wynik, kończył z ręką w nocniku. Ott Tanak, bo o nim mowa, może mówić o prawdziwym fatum, co z tego, że wygrał OS nr 1 skoro już na pierwszym odcinku kolejnego dnia, skończył z autem na poboczu, po tym jak z dużą prędkością uderzył w sporego jelenia.
Załodze nic się nie stało, ale niestety to był koniec marzeń o dobrym wyniku w rajdzie.
Tymczasem w piątek na dobre rozgorzała rywalizacja na odcinkach, i tu niespodzianka swoje pierwsze podium OS-owe zaliczył Martin Sesks, jak na zawodnika jadącego nowym autem to spory sukces. Świetnie zaczął zespół Hyundaia, ich auta wygrały wszystkie odcinki pierwszej pętli, druga też nie była gorsza i po piątkowych zmaganiach to Andreas Mikkelsen stał na czele rajdu, broniąc pozycji przed dwoma autami Toyoty.

Sobotni dzień to atak Kallego Rovanpery, Fin praktycznie rozgromił konkurencje, wygrywając 7 z 8 odcinków specjalnych i obejmując prowadzenie w rajdzie. Nie była to jednak zbyt bezpieczna przewaga, tuż za nim usadowili się bowiem Elfyn Evans w bliźniaczym aucie oraz Mikkelsen, mieszcząc się w 5 sekundach straty. Cała stawka natomiast poza Katsutą nie wybiegała poza 10s straty do lidera i jedno było pewne, walka o zwycięstwo rozegra się w niedzielę.
I tak się stało, już na pierwszym odcinku z rajdem pożegnał się Andreas Mikkelse, mały błąd Norweskiego zawodnika spowodował zdjęcie opony z felgi i straty, jakich w tak krótkim casie nie dało się odrobić. Zostało mu wiec spokojnie jechać do mety i liczyć na punkty za Power Stage.
Pazur za to zaczął pokazywać Ott Tanak, oczywiście na dobry wynik nie miał co liczyć, ale punkty za niedzielne zmagania i PS były cennym łupem. Dwa zwycięstwa i dwa drugie miejsca w tym PS, to naprawdę dobry wynik i w ten oto sposób, wyjazd z Polski nie był dla Estończyka wielkim dramatem.

Tymczasem w czubie prym wiódł Kalle Rovanpera, młody mistrz świata pilnował zwycięstwa, udowadniając to, że jest klasą sam dla siebie. W końcu nieprzygotowany, bez testów, z zapoznaniem zrobionym trybie ekspresowym przyjechać i z marszu pokonać całą stawkę światowej czołówki WRC, to już nie popis umiejętności a pogrom marzeń o zdobyciu tytułu mistrza gdy tylko Kalle wróci do rajdów w pełnym cyklu WRC. My chylimy czoła i gratulujemy młodemu mistrzowi…  chapeau bas.
Drugi na mecie stawił się Elfyn Evans w bliźniaczej Toyocie, jechał stabilnie, szybko i choć wielokrotnie zajmował miejsce w czołówce, stanowczo brakowało mu OS-owych zwycięstw. Wynik jednak osiągnięty, punkty zdobyte a drugie miejsce w pełni zasłużone.

Trzecim zawodnikiem rajdu stał się Adrien Fourmaux jadący Fordem Pumą pokazał się z dobrej strony nie szalejąc na odcinkach, ale regularnie notując niezłe czasy, co zaowocowało najniższym stopniem podium. Patrząc na kondycję Forda, to naprawdę dobry wynik i powód do zadowolenia.
Na miejscu czwartym, swój występ zakończył Therry Neuville, bardzo zmienne tempo nie pomogło mu w dobrym wyniku na pocieszenie pozostało mu cieszyć się kompletem punktów za Power Stage.
Za plecami najwyższej stawki WRC również nie brakowało walki, stawka aut Rally 2 była mocno obsadzona i z radością mogliśmy oglądać w niej również Polskich zawodników.
I to nie tylko Kajetana Kajetanowicza czy Mikołaja Marczyka, choć przed startem jedynie w nich upatrywano kandydatów do walki o dobre miejsca. Na starcie pojawiło się również dawno niewidziany Michał Sołowow, Jarosław Kołtun czy Wojciech Musiał.
Przy tak doborowej stawce rywalizacja nie należała do lekkich, już pierwszy dzień pokazał, kto będzie dzielił i rządził wśród aut Rally 2. Sami Pajari, bo o nim mowa zdominował Rajd Polski, prowadził, praktycznie od samego początku i do samego końca. Jego tempo utrzymywał Kajetanowicz, udowadniając nie jednemu niedowiarkowi, że jednak się nie skończył.
Niestety drobny błąd drugiego dnia, zniszczone zawieszenie i plan o końcowym sukcesie legł w gruzach. Dobrze jednak było widzieć Kajetana w dobrej formie, aż chce się powiedzieć, chcemy więcej.

Po odpadnięciu Kajetanowicza do słowa doszli Olivier Solberg i Robert Virves, drugi dzień rywalizacji to właśnie Virves kończył na drugim miejscu. Niestety, po błędzie na przedostatnim odcinku spadło o 3 miejsca i to Olivier Solberg mógł cieszyć się z drugiego miejsca. Atak na ostatnim odcinku powiódł się i Robert Virves rzutem na taśmy wskoczył na najniższy stopień podium pokonując tak znanych zawodników jak Linnamae czy Griazin (ten ostatni dojechał do mety na kapciu).

Dodamy tylko, że Mikołaj Marczyk skończył rajd na miejscu 10-tym. Niestety to nie był jego rajd, nie widać było tempa i choć było kilka dobrych odcinków, to jest to za mało, aby z powodzeniem rywalizować w stawce WRC2. Aby zobrazować, jak bardzo nieudany był to występ, to dodamy, że zaledwie 10 sekund brakło Jakubowi Matulce w aucie klasy Rally 3, by wyprzedzić Mikko w klasyfikacji generalnej.

A gdy już o Jakubie Matulce mowa, to on również nie wykorzystał swojej szansy na sukces. Przez długi czas prowadził w klasie Rally 3 niestety na dwa odcinki przed metą przeskoczył go Hiszpan Diego Dominguez i z takim wynikiem dojechali do mety. Szkoda, z przyjemnością patrzyliśmy jak Jakub lata swoją rajdówką po odcinkach, niestety takie są rajdy.

80 Rajd Polski przejdzie do historii jako rajd udany, choć nie bez swoich problemów, zwłaszcza pierwszego dnia, na rajdzie panowała atmosfera nagonki, na sprawy związane z bezpieczeństwem. Odwoływane i przerywane odcinki, nerwowa atmosfera na trasie to nie są sytuacje, jakie chcemy widzieć przy trasach. Nie będziemy jednak piętnować kto, kiedy i dlaczego? Rajdy zmieniają się i wiele rzeczy, które jeszcze kilka lat temu było wolno (arbo raczej, których nikt nie mógł skontrolować) dziś, zaczynają być zmieniane. Czy to dobrze? To już zostawiamy wam drodzy czytelnicy, na pewno jednak takie same zasady, powinny panować we wszystkich krajach organizujących WRC. A my mamy pod tym względem dość mieszane uczucia.
Rajd już jednak za nami, mamy nadzieję, że się wam podobał i że już wkrótce, znów zagoszczą u nas Mistrzostwa Świata w Rajdach Samochodowych WRC.
Teraz zapraszamy na zdjęcia w wykonaniu naszego fotografa Rolanda Hanke.