Rajd Śląska – Przypieczętowanie Sezonu.
Od dawien dawna w Polskich rajdach tak wiele i tak dobrze się nie działo, w czerwcu na Mazury zawitała do nas runda WRC, a za to w październiku na Śląskiej ziemi mogliśmy oglądać Europejską czołówkę. Kto myślał, że na kończącym cykl rajdzie będzie wiać nudą, ten srogo się pomylił.
Jako że kwestia tytułów zarówno w ERC jak i RSMP były otwarte to i stawka zagranicznych gości była całkiem dobra.
Wchodząc w szczegóły, prawie pewien tytułu Mistrza Europy był Hayden Paddon, Nowozelandczyk jadący Hyundaiem musiał jedynie przekroczyć linię mety, by osiągnąć sukces.
Za jego plecami miała się stoczyć walka o pozostałe miejsca na podium, a jej głównymi bohaterami mieli się stać zajmujący drugie miejsce Mathieu Franceschi i nasz czołowy kierowca Mikołaj Marczyk.
Obaj kierowcy mieli szanse na tytuł, wice mistrza jednak nie do końca mogli dzielić tytuły tylko między sobą, gdyż hipotetyczne szanse zachował Andrea Mabellini z Włoch.
Bardzo ciekawa sytuacja była również w klasyfikacji naszego narodowego championatu, tu praktyczny pewni zdobycia tytułu Mistrza Polski byli bracia Szejowie, teoretycznie wygrać mogli jeszcze, jak Grzegorz Grzyb tak Jakub Matulka, obaj mający tyle samo punktów. By to jednak osiągnąć, jeden z nich musiałby wygrać, a bracia Szejowie musieliby być poniżej 4 miejsca w Klasyfikacji RSMP. Tymczasem obaj zawodnicy musieli uważać, gdyż szanse na tytuł wicemistrza miał jeszcze Zbigniew Gabryś.
Na brak emocji zatem nie mogliśmy wiec narzekać a jedyne pytanie, jakie się pojawiało czy ktoś zaryzykuje i będzie chciał wyrwać sobie jeden z tytułów.
A tymczasem organizatorzy przygotowali dla zawodników i kibiców całkiem fajne widowisko, choć początek o tym nie świadczył.
Zaczynający rajd odcinek testowy, nie należał jednak do przesadnie ciekawych, kilka zakrętów na krzyż do tego w polach zarośniętych chaszczami gdzieś pomiędzy magazynami nie można nazwać fascynującym. Podobno jednak i na prostej drodze można się potknąć, co udowodnił Brytyjczyk Allen Philip, najpierw zsuwając się na błocie do rowu, a następnie podczas odcinka kwalifikacyjnego na wejściu z zakrętu chwycił pobocza i w zakręcie szedł już pełnym bokiem, kończąc poniżej poziomu drogi.
Odnośnie samego rajdu to jak w minionych latach, baza rajdu pozostała w Katowicach natomiast same odcinki, położone były bliżej Śląska Cieszyńskiego. Kibice oglądać mogli znane z poprzednich edycji trasy, jednak nie brakowało też nowości, między innymi dawno niewidzianego odcinka, OS-u Marklowice oraz końcowej części odcinka Hażlach, który prowadził przez zdradliwe podbicia, oraz przejazd przez wodę.
Odnośnie wszystkich OS-ów to, kto je zna, wie, że mają one swój urok i kto ich nie doceni, szybko przekona się, jak są zdradliwe.
Cześć z nich pamięta bowiem jeszcze czasy komuny, gdzie na drogę lało się, co było, a ich stan daleki jest od poprawności. Inna część odcinków jest już nowa, co jednak wcale nie znaczy, że można im zaufać. A jeśli zrobi się mokro, jazda po nich będzie naprawdę ciekawa i wymagająca dużej dozy szacunku dla warunków.
Rajd rozpoczynał jednak pokazowy odcinek w centrum Katowic, chodź niespełna dwu kilometrowa próba pod spodkiem, choć spektakularna nic nie wnosiła do rywalizacji.
My dodamy jedynie, że wygrał go Mikołaj Marczyk, jednak jak wiemy, polski zawodnik świetnie odnajduje się w takich miejskich próbach.
Prawdziwe ściganie zaczęło się sobotniego poranka i tu dużą klasę pokazał na nich pretendent do mistrza Europy Hayden Paddon, wygrywając pierwsze dwa odcinki i będąc pierwszym po pierwszej pętli.
Jego przewaga była jednak dość krucha, zawodnik jednak unikał większych błędów podczas dość zdradliwych warunków, Jakie panowały o poranku na trasie i to on był na czele.
Na drugim miejscu uplasował się Andrea Mabellini, a na trzecim Marczyk, który podróżował z przygodami, ale na szczęście ze stratami jedynie w czasie.
Druga pętla przebiegła praktycznie identycznie jak pierwsza, lecz liderujący Paddon, powiększył przewagę do 7 sekund nad Mabellinim i 25 sekund przewagi nad Simone Tempestinim, któremu udało się przeskoczyć klasyfikację Mikko. Polak musiał uważać, bo nie jechał bezbłędnie a zarówno błąd jak i lepsza pozycja Tempestiniego mogła go kosztować tytuł.
Inna sprawa, że największy rywal Marczyka, Mathieu Franceschi usadowił się na 6 miejscu, wiec w praktyce nasz zawodnik mógł liczyć na tytuł wicemistrza.
W Mistrzostwach Polski dobrze wiodło się Grzegorzowi Grzybowi, ale daleki on był od osiągnięcia celu, czyli zdobycia tytułu Mistrza Polski. Potrzebne mu bowiem do tego było zwycięstwo, a po pierwszym dniu zajmował on drugie miejsce, wśród zgłoszonych do Mistrzostw Polski za Mikołajem Marczykiem. Swojego miejsca pilnował też Jarosław Szeja więc wydawało się, że starania dwukrotnego Mistrza Polski o kolejny tytuł są skazane na porażkę. Bardzo słabym tempem wykazywał się natomiast Jakub Matulka, po błędach na pierwszej pętli oraz ogólnie słabej jazdy, przegrywał nawet ze Zbyszkiem Gabrysiem. Jeśli Matulka chciał liczyć się w walce o podium w Mistrzostwach Polski, to kolejnego dnia musiał znacząco przyśpieszyć.
Drugi dzień zaczął się od wielkiej niewiadomej i jak w sobotę na całej trasie dominowało piękne słońce, tak prognozy na niedzielę były już bardzo mieszane. Miało bowiem zacząć padać, pytanie brzmiało czy będzie to jeszcze na pierwszej pętli, czy dopiero na drugiej. W tych warunkach świetnie odnalazł się John Armstrong, wygrywając dwa pierwsze odcinki pierwszej pętli oraz Andrea Mabellini z Włoch, swą świetną jazdą po pierwszej pętli stał się liderem rajdu.
Wyraźnie zwolnił Paddon, który widząc, że miejscami popadywał deszcz, postanowił nie ryzykować utraty tytułu mistrza Europy.
Z walki wypadł za to Simone Tempestini, który na pierwszym niedzielnym odcinku wyleciał z drogi, uszkadzając swoje auto i o mało nie potrącając jednego z widzów.
Cóż jego wypadnięcie, rozwiązało kwestię klasyfikacji, gdyż Marczyk nie musiał już patrzeć za plecy, nie licząc oczywiście pozycji Franceschiego.
Ostatnia niedzielna pętla zapowiadała się niezwykle ciekawie, rządzić miała tu pogoda, gdyż już podczas ostatniego odcinka pierwszej pętli zaczął padać deszcz. A sytuacja w tabeli wskazywała na to, że walczyć o zwycięstwo może praktycznie 10 zawodników. Strata pierwszej dziesiątki wynosiła zaledwie 24,5 sekundy co przy zmiennej pogodzie i bardzo specyficznych, zdradliwych OS-ach wcale nie jest dużo.
W deszczowych warunkach wspaniale pojechał Jon Armstrong, to on wygrał wszystkie trzy osy i w niewiarygodny sposób przebił się z czwartego na drugie miejsce rajdu. Odpuścił za to Paddon, do myślenia dały mu dwa obroty na odcinku Hażlach. Nowozelandczyk stwierdził, iż nie ma co walczyć o zwycięstwo w poszczególnym, rajdzie skoro w grze jest tytuł mistrza Europy i jak sam przyznał, głupio byłoby go stracić.
Swoim tempem poruszał się Andrea ma Mabellini, Włoch nie to żeby jechał wolno, ale bezpiecznie dowiózł zwycięstwo do mety i to on otwierał szampana na najwyższym stopniu podium.
Poniżej podium skończył Mikołaj Marczyk, nie był to stanowczo jego rajd. Mimo że na ostatniej pętli przyspieszył i był trzy razy na drugim miejscu, to nie wystarczyło to na pokonanie Matthew Franceschiego w końcowej klasyfikacji Mistrzostw Europy. Kto wie gdyby nie wypadek Simone Tempestiniego może i drugiego wicemistrzostwa by nie było. To są jednak rajdy i najniższy tytuł mistrzostw starego kontynentu, zgarnął właśnie Polak. Mimo tego sukcesu, na mecie jego mina nie wskazywała na nadmiar szczęścia.
Jeśli chodzi o resztę polskiej czołówki, to niestety nie wyglądała ona różowo jedynym, który podjął jeszcze walkę prócz Mikołaja Marczyka o wyższą pozycję był Grzegorz Grzyb jednak on nie chcąc ryzykować utraty wicemistrzostwa tak jak Paddon zrezygnował z walki w końcowej klasyfikacji i spadł na siódme miejsce. Jedno oczko niżej był jadący po to, by dowieźć wynik Jarosław Szeja, co oczywiście dało mu tytuł Mistrza Polski. Na 9 miejscu plasował się Zbigniew Gabryś i wobec faktu, że Jakub Matulka skończył rajd poniżej oczekiwań to właśnie Zbigniew Gabryś stanął na najniższym stopniu podium w RSMP 2024 r.
Smutnym jest to, że nikt z naszych zawodników prócz Mikołaja Marczyka nie zechciał podjąć rękawicy i włączyć się w walkę z zawodnikami z Mistrzostw Europy. Gdy w przypadku Rajdu Polski na Mazurach jesteśmy w stanie sobie to tłumaczyć tym, że mamy mało rajdów szutrowych, i ciężko u nas szukać wielu talentów na tej nawierzchni. W przypadku dobrze znanego wszystkim Polakom asfaltowego Rajdu Śląska, takiego wytłumaczenia nie ma. Nie będziemy jednak narzekać, gdyż rajd był bardzo udany i chcielibyśmy, aby ten rajd powrócił w roli Mistrzostw Europy jak najszybciej.
Gratulujemy więc wszystkim zawodnikom laurów i tytułów, sezon na pewno nie był lekki no i zapraszamy na ostatnią w tym roku relację zdjęciową z ERC i RSMP.
Za obiektywem jak zwykle Roland Hanke.















































































